Cywilizacja jest (…) dwa posiłki od barbarzyństwa
— bezczelne kłamstwo Neila Gaimana, jeśli już to jeden

Zadaliście sobie pewnie kiedyś pytanie czytając jakiś reportaż o kosmonaucie, alpiniście albo polarniku „Jak on się tu do cholery dostał?”. Ale to nie jest właściwe pytanie. Jak on w ogóle przeżył w takim miejscu??? Zacznijmy od jedzenia.

Za każdym razem gdy ktoś mnie pyta jak wysokie są ceny w Norwegii nie potrafię odpowiedzieć. Problem z tymi cenami nie polega na tym, że są wysokie tylko na tym że są nielogiczne.
Na przykład hot dog w IKEA w Norwegii kosztuje 5 koron (2,10 zł). A sos do hot doga 10 koron. Sok pomarańczowy na Svalbardzie to 18 koron (7,60 zł), chyba że wolisz ten jabłkowy obok, za 50 koron. Chleb za 20 złotych, nie ma problemu. Kilo dżemu? 9 złotych.

Powód dlaczego ceny tutaj są jeszcze bardziej chaotyczne niż w reszcie Norwegii jest dosyć prosty. Część produktów (mrożonki, konserwy, mąka) przypływa statkami zaopatrzeniowymi kilka razy w tygodniu. Reszta (owoce, jogurty, turyści) przylatuje samolotami, dosyć nieregularnie. Czasem bardzo nieregularnie. Jak nieregularnie? Bywały już tygodnie bez pomidorów i bananów. A teraz kiedy zamarzają fiordy, ceny produktów przywożonych przez statki na pewno skoczą do góry.
Ale nie samym chlebem człowiek żyje. Jest jeszcze wódka… Limitowana, dwie butelki na miesiąc, kupowane przy pomocy imiennej karty, obłożona cłem. Porozmawiajmy więc o prohibicji na Svalbardzie. W tym samym sklepie gdzie kupujemy tuńczyka i skutery śnieżne znajduje się Nordpolet. Jasne światełko w tunelu, nigdy nie zawiedzie, gdzie zawsze można kupić alkohol.

No chyba, że jest niedziela, to wtedy nie.
Na podstawie starego prawa, obowiązuje tutaj częściowa prohibicja. Można kupić w ciągu miesiąca do 2 butelek wódki, 24 piw i… pół butelki grappy. Nie wiem, może ci przeleją. 🤷 Nikt nie wpadł na pomysł ograniczenia zakupu wina i to jest jedyne co ratuje studentów przed produktywną pracą. Jedyną barierą jest cena 45 złotych za najtańsze Carlo Rossi. Każdy z mieszkańców miasta musi sobie wyrobić kartę na której dokładnie widać jakie ma plany na piątkowy wieczór. Turyści mogą wykorzystać swój bilet lotniczy do zakupu połowy miesięcznego przydziału alkoholu w trakcie pobytu.

Podsumowując: czasem czujesz się jak król i jesz burżujskie krewetki tygrysie z promocji, a czasem po prostu trzy dni pod rząd ryż z warzywami i kapuśniak pod rząd. C’est la vie. Następnym razem będzie o tym co można tutaj zrobić, żeby nie zwariować w noc polarną. 😉

